Nadszedl ten czs zeby ostatecznie rozprawic sie ze soba.
Mam dosc bycia grubym, z wielu powodow. Smiesza mnie teksty w pismach dla kobiet – “przede wszystkim zaakceptuj siebie”. Tak, zaakceptuj siebie, zaakceptuj swoja cukrzyce, nadcisnienie, miazdzyce, chore serce, watrobe, bolacy kregoslup. Nie przejmuj sie, ze nie miescisz sie w fotelu w samolocie. Nie martw sie, ze po wejsciu na drugie pietro nie mozesz zlapac oddechu, ze przez swoja otylosc nie bedziesz mogl pograc w pilke ze swoim synem ani pojsc na basen, bo inne dzieci beda sie z niego smialy ze ma ojca wieloryba.
Bylem ostatnio na czacie PUSZYSCI, gdzie spotkalem mase ludzi, przede wszystkim kobiet, akceptujacych siebie. Nigdybym sie nie spodziewal, ze spotkam sie z takim zmasowanym atakiem po zaproponowaniu tematu odchudzania… Szok! Mimo ze nikomu nie ublizalem, to zostalem wrecz zwyzywany przez te akceptujace siebie panie… a moze oszukujace siebie, zyjace w swoim swiecie, nieszczesliwe grube babska?
Nie chodzi o to zeby siebie znienawidzic i nadal trwac w tym samym stanie. Trzeba sobie powiedziec jasno, otylosc jest zla i zaczac cos z tym robic. Zwalanie winy na geny to bzdura. Faktem jest ze wiekszosc otylych ludzi ma taki sam metabolizm jak inni, tylko po prostu maja zla diete i malo ruchu. Pewna czesc ma mniej szczescia, latwo lapia tluszcz i maja wolniejszy metabolizm, ale tez moga schudnac, tylko bedzie ich to kosztowala troche wiecej wysilku. Ludzie zpowaznymi zaburzeniami metabolizmu, np. z chora tarczyca czy cukrzyca, to znaczna mniejszosc, zreszta z tymi chorobami tez mozna byc szczuplym.
Otyli zyja krocej, wygladaja gorzej, sprawiaja wraznie nie dbajacych o siebie, oraz nie akceptuja siebie przez co staja sie zgorzkniali i smutni. A kto chce byc ze zgorzknialym, smutnym grubasem? Wiec czesto dochodzi jeszcze problem samotnosci.
Moja walka juz sie zaczela. Nazwalem ja Transformation30, bo chce osiagnac swoja optymalna wage do 30tki.
Po rocznym pobycie na Tajwanie przytylem do 150+kg. Nie wiem dokladnie ile, bo moja waga pokazywala max 150kg. Mysle ze wazylem wtedy jakies 155kg. To byl dla mnie absolutny szok. Jak mogelm sie tak zapuscic? Oczywiscie oszukiwalem siebie, wazylem sie kiedys w szpitalu w Tajpej, juz wtedy waga pokazywala 145kg, ale wmawialem sobie ze cos jest nie tak z waga. Ogladajac zdjecia na ktorych wygladalem jak hipopotam wmawialem sobie, ze nie jest tak zle, ze to zle ujecie, itd…
Obecnie waze 125kg, mysle ze roznica 25kg to juz cos, ale jeszcze dluga droga przede mna.
Moj cel na dzien dzisiejszy to 95kg. Procent tkanki tluszczowej 15%.
Czyli jeszcze 30kg do zrzutu, wyglada na to ze jestem w polowie drogi. Ta druga polowa jest znacznie trudniejsza, ale i efekty znacznie bardziej satysfakcjonujace.
Porownanie, zdjecia z 2006 i terazniejsze.

Po lewej 2006 Lipiec. Po prawej 2007 Listopad. Koszula ta sama, wisi dzisiaj na mnie jak worek.

Dwie stare fotki z 2006. Chyba Maj.
Czuje sie coraz lepiej, na pasku zaczyna brakowac dziurek. Osiagniecie mojego celu wydaje sie juz byc tylko kwestia czasu…