listopad 2007


wszystko wokol jest stworzone tylko dla mnie. Taki Matrix. Wszystko co widze i czuje jest tylko dla mnie i tylko ja mam na to wplyw. Rodze sie, system sie uruchamia, projekcja sie zaczyna, czy moze raczej interaktywna gra. Umieram pojawia sie napis “It’s now safe to turn off your computer” i tyle.

Mam wplyw na wszystko co sie wokol mnie dzieje. Gdy mam swietny humor, wszystko jest wspaniale. Najgorsza zgnilizna jest piekna i napawajaca optymizmem. Gdy mam dola to nawet gdyby Sung Hi Lee przyszla zrobic mi laske stwierdzilbym ze ten dzien jest do dupy. Skoro zycie i tak w gruncie rzeczy nie prowadzi do niczego, warto byloby miec swietny humor caly czas, tylko jak, skoro narkotyki takie drogie.

Idealne zycie to dla mnie zycie beztroskie, spedzone na podrozach, na poznawaniu nowych miejsc, w ciaglym ruchu. Najchetniej z ukochana osoba przy boku, chociaz… dochodze do coraz glebszego wniosku, ze jesli potrzebujemy drugiej osoby az tak mocno to cos jest nie tak… Prawdziwie szczesliwy czlowiek powinien cieszyc sie z zycia niezaleznie od okolicznosci, niezaleznie od tego czy jest samotny czy nie. Moze to istota pokochania siebie… ja niestety zle siebie oceniam i bardzo chcialbym to zmienic, chociaz nie wiem do konca jak, ale przeciez mam cala reszte zycia przed soba. Kiedys musi sie udac.

Nadszedl ten czs zeby ostatecznie rozprawic sie ze soba.

Mam dosc bycia grubym, z wielu powodow. Smiesza mnie teksty w pismach dla kobiet – “przede wszystkim zaakceptuj siebie”. Tak, zaakceptuj siebie, zaakceptuj swoja cukrzyce, nadcisnienie, miazdzyce, chore serce, watrobe, bolacy kregoslup. Nie przejmuj sie, ze nie miescisz sie w fotelu w samolocie. Nie martw sie, ze po wejsciu na drugie pietro nie mozesz zlapac oddechu, ze przez swoja otylosc nie bedziesz mogl pograc w pilke ze swoim synem ani pojsc na basen, bo inne dzieci beda sie z niego smialy ze ma ojca wieloryba.

Bylem ostatnio na czacie PUSZYSCI, gdzie spotkalem mase ludzi, przede wszystkim kobiet, akceptujacych siebie. Nigdybym sie nie spodziewal, ze spotkam sie z takim zmasowanym atakiem po zaproponowaniu tematu odchudzania… Szok! Mimo ze nikomu nie ublizalem, to zostalem wrecz zwyzywany przez te akceptujace siebie panie… a moze oszukujace siebie, zyjace w swoim swiecie, nieszczesliwe grube babska?

Nie chodzi o to zeby siebie znienawidzic i nadal trwac w tym samym stanie. Trzeba sobie powiedziec jasno, otylosc jest zla i zaczac cos z tym robic. Zwalanie winy na geny to bzdura. Faktem jest ze wiekszosc otylych ludzi ma taki sam metabolizm jak inni, tylko po prostu maja zla diete i malo ruchu. Pewna czesc ma mniej szczescia, latwo lapia tluszcz i maja wolniejszy metabolizm, ale tez moga schudnac, tylko bedzie ich to kosztowala troche wiecej wysilku. Ludzie zpowaznymi zaburzeniami metabolizmu, np. z chora tarczyca czy cukrzyca, to znaczna mniejszosc, zreszta z tymi chorobami tez mozna byc szczuplym.

Otyli zyja krocej, wygladaja gorzej, sprawiaja wraznie nie dbajacych o siebie, oraz nie akceptuja siebie przez co staja sie zgorzkniali i smutni. A kto chce byc ze zgorzknialym, smutnym grubasem? Wiec czesto dochodzi jeszcze problem samotnosci.

Moja walka juz sie zaczela. Nazwalem ja Transformation30, bo chce osiagnac swoja optymalna wage do 30tki.

Po rocznym pobycie na Tajwanie przytylem do 150+kg. Nie wiem dokladnie ile, bo moja waga pokazywala max 150kg. Mysle ze wazylem wtedy jakies 155kg. To byl dla mnie absolutny szok. Jak mogelm sie tak zapuscic? Oczywiscie oszukiwalem siebie, wazylem sie kiedys w szpitalu w Tajpej, juz wtedy waga pokazywala 145kg, ale wmawialem sobie ze cos jest nie tak z waga. Ogladajac zdjecia na ktorych wygladalem jak hipopotam wmawialem sobie, ze nie jest tak zle, ze to zle ujecie, itd…

Obecnie waze 125kg, mysle ze roznica 25kg to juz cos, ale jeszcze dluga droga przede mna.

Moj cel na dzien dzisiejszy to 95kg. Procent tkanki tluszczowej 15%.

Czyli jeszcze 30kg do zrzutu, wyglada na to ze jestem w polowie drogi. Ta druga polowa jest znacznie trudniejsza, ale i efekty znacznie bardziej satysfakcjonujace.

Porownanie, zdjecia z 2006 i terazniejsze.


Po lewej 2006 Lipiec. Po prawej 2007 Listopad. Koszula ta sama, wisi dzisiaj na mnie jak worek.


Dwie stare fotki z 2006. Chyba Maj.

Czuje sie coraz lepiej, na pasku zaczyna brakowac dziurek. Osiagniecie mojego celu wydaje sie juz byc tylko kwestia czasu…

Perkusja :)

Suzuki V-Strom DL650

Nikon D40

Tatuaz.

ze jak sie ma jedna plyte w samochodzie, to wpada w ucho piosenka, ktora nie chce pozniej wypasc.

Teledysku sie niestety nie dorobili jeszcze.

“Tyle w tej piosence jest beznadziejnego smutku, tesknoty jakiejs nieokreslonej i niespelnionych nadziei, ze… chwyta… za serce.” – cytat pasuje jak ulal.

Artist: The Exies
Song: Stray

Left alone with empty hands
Losing you is more than i can stand, i can’t mend
Close my eyes, and made a wish
To lose myself so i’ll forget about you it’s no use

Swore to never ever leave you
To never let you out of my hands
Nothing here could ever change this
A promise til the living end
I swore i’d never stray from you

Broken bones, broken in half
I’ve come too far to start again
But i’m trying, i am trying
I’m sick of this , i’m sick of hurt
Shame is such a dirty word
I’m trying, i’m still trying

Swore to never leave you
To never let you out of my hands
Nothing here could ever change this
A promise til the living end
I never meant to be a liar
The shame is cutting into my skin
I’d rather die on my feet
Than live here on my knees again
I swore i’d never stray from you

Swore i’d never stray from you

Ogladajac po raz kolejny “Upadek” z Michaelem Douglasem, spodobal mi sie jeden tekst o tym, ze gosc jest w miejscu gdzie juz nie ma odwrotu, bo do celu jest blizej niz do punktu wyjscia. Niby nic, niby prosty, logiczny tekst, ale dal mi do myslenia, sam nie jestem pewien czemu…

Co do filmu to uwazam iz jest zajebisty. Douglas dal popis.

I want my breakfast.

Bum begging for money.

Old angry farts playing golf.

Następna strona »