Obejrzalem sobie ten film o ktorym ostatnio tak glosno (i o ksiazce).
Opowiada on o sekrecie ukrywanym przez wieki – prawie przyciagania…
W wielkim skrocie, prawo przyciagania polega na tym, ze przyciagamy do siebie wszystko to o czym myslimy. Jesli jestesmy optymistami i widzimy siebie za rok jako milionera, to to do nas przyjdzie. Jesli jestesmy pesymistami i przewaznie spedzamy czas na zamartwianiu sie dlugami, to bedziemy tonac w dlugach. Podobno znalo ten sekret wielu myslicieli, filozofow, wynalazcow itd., ciekawe dlaczego wiec trzymali to w tajemnicy
Dlatego, ze jesli kazdy zapragnalby byc milionerem to nie starczylo by kasy na swiecie? Nie, w filmie przekonuja nas, ze wszyscy moga absolutnie wszystko. Wiec po co to niby bylo trzymane w sekrecie? To akurat sie nie trzyma kupy, ale idea filmu jak najbardziej pozytywna. Bo coz zlego moze byc w optymizmie, w pozytywnym mysleniu i pozytywnym patrzeniu w przyszlosc? Co by nie mowic, w ekstremalnie ciezkich sytuacjach mamy dwa wyjscia, zamartwiac sie i gnic w tych swoich zmartwieniach, albo zaczac myslec pozytywnie i starac sie cos zmienic. Wiadomo ktora opcja jest dla nas lepsza. Mozna to ubarwiac mowiac cos o prawie przyciagania, moze to i nawet tak dziala, ktoz to wie, ale moje bardziej przyziemne wyjasnienie wyglada tak, ze jesli podchodzimy do sprawy z optymizmem to po prostu sami sie nastawiamy do tego pozytywnie, mamy wiecej zapalu na rozwiazanie problemu i wiary w sukces i w koncu go rozwiazujemy.
Zamartwianie sie nic nie rozwiazuje, wrecz przeciwnie. To tylko marnowanie czasu i pograzanie sie w przekonaniu ze wszystko sprzysieglo sie przeciwko nam. To nie jest sekret, wiemy o tym wszyscy od zarania dziejow, lecz czesto zapominamy i czasem dobrze jest obejrzec taki film zeby sobie o tym przypomniec.