Podrozujac palcem po mapie i czytajac info o Wegrzech, znalazlem taki to artykul.
Jak skutecznie i śmiertelnie obrazić Węgra? – powiedzieć mu, że nie ma poczucia humoru. Madziarowie uważają się za wesoły i rozrywkowy naród, jednak w powszechnej świadomości innych funkcjonują jako synonim pesymizmu, smutku i sentymentalizmu. I nawet wykazując najlepsze chęci nie da się ukryć, że coś w tym jest.
Węgrzy przodują na świecie pod względem ilości samobójstw w przeliczeniu na liczbę mieszkańców oraz zachorowań na choroby serca i nowotworowe, podczas gdy zamykają europejska stawkę w statystykach przeciętnej oczekiwanej długości życia. Jeśli przed Węgrem postawić na stole butelkę wina wypełnioną do połowy, to z góry można się założyć o milion dolarów, że w jego opinii będzie to butelka do połowy pusta, a nie pełna. Nawet bajki węgierskie cechują się niespotykanym na świecie realizmem, gdyż ich najczęstsze zakończenie brzmi „żyli długo i szczęśliwie… aż do śmierci”. Pierwsze przeprowadzone na świecie badania nad ilością śmierci popełnianych na własne życzenie ujawniły, że w przypadku Węgrów aż 46 zgonów na każde 100.000 to wynik samobójstwa, co stanowiło absolutny rekord światowy. Na podstawie dalszych szczegółowych badań ustalono, że szczególnie pesymistycznie i sentymentalnie działa krajobraz Wielkiej Niziny Węgierskiej, gdyż to właśnie jej mieszkańcy przodują w odbieraniu sobie życia.
Dwaj najsłynniejsi samobójcy madziarscy to wspaniale utalentowany poeta József Attila (rzucił się pod pociąg) i pianista Rezső Seres (wyskoczył z okna swojego mieszkania na piątym piętrze). Co ciekawe, ten ostatni skomponował przed śmiercią piosenkę Gloomy Sunday, która stała się światowym przebojem i… swym pesymistycznym przesłaniem i melodią przyczyniła się do wzrostu liczby samobójstw w innych krajach.
Węgrzy uwielbiają też się nad sobą użalać. Oczywiście gdy coś bardzo nie idzie po ich myśli, natychmiast zaczynają przebąkiwać o samobójstwie, ale w większości wypadków kończy się na żalach i prawie jawnych prośbach o współczucie. Madziarowie świat widzą przede wszystkim w ciemnych barwach, we wszystkich wydarzeniach dopatrują się negatywnych konsekwencji, a czasem ich smutek jest tak wszechogarniający, że nawet przebywając w ich towarzystwie i wysłuchując kolejnych utyskiwań na otaczający ich świat, ten pesymistyczny nastrój zaczyna się udzielać i nam.
Przejawem węgierskiego pesymizmu i sentymentalizmu, prócz zatrważającego wskaźnika samobójstw, jest tez uwielbienie, jakim Madziarowie darzą wszelkiego rodzaju smętne melodie, przede wszystkim – cygańskie, wygrywane na tradycyjnych skrzypcach. Oczywiście przy muzyce cygańskiej można się doskonale bawić, a czardasza zna każdy szanujący się Węgier, jednak w chwili przygnębienia preferowane są zdecydowanie przygnębiające dźwięki skrzypiec, pogłębiające uczucie osamotnienia i nie raz i nie dwa skłaniające do wylewania łez. W takich momentach bardzo często do głosu dochodzi również swego rodzaju mania prześladowcza, nakazująca Węgrom widzie przyszłość w czarnym kolorze. Każdy Madziar pragnie bowiem zbudować lepszą ojczyznę dla swoich dzieci, a skoro tyle razy się to nie udało lub na skutek zawirowań historii obróciło się w pył, że przecież nie warto już próbować, bo i tym razem nie wyjdzie. Przekonanie o nieprzychylności losu i dziejowym pechu stanowi prawdziwą obsesję i przyczynia się do powstania czegoś, co obcy nazywają mianem „węgierskiej nerwicy”.
Ciekawe co? Nigdy nie slyszalem o tym, ze Wegrzy sa tacy ponurzy.