Everyday


Wyrozumiale komentarze z onetu odnosnie fatalnego startu naszych plywakow.
Grunt, że się nie potopili
Szczęśliwie dotarli do mety. Najważniejszy jest start i przygoda, a nie medale.
~Sławek

“The sea’s only gifts are harsh blows, and occasionally the chance to feel strong.”

something different

Miejsce akcji: Fabryczna kafeteria

Czas akcji: 4am

————————

Adam: Wiec, do medytacji wgladu nalezy “bla bla bla” (nie pamietam co) i ta chinska Zen.

Ja: Zen to nie japonska przypadkiem?

Adam: Nie, to chinska, tylko ludzie tak mysla ze japonska, bo Japonczycy to zabrali Chinczykom i rozpowszechnili, przyjelo sie u nich. Wogole Japonczycy wszystko zabierali Chinczykom. Kiedys jechalem pociagiem z taka…

Ja: Japonka co zabrala cos Chince?

———————————-

Piotrek1: Slyszalem ze zbudowanie teleportu byloby nawet mozliwe, ale nie ma na ziemi wystarczajacej ilosci energii zeby to wogole uruchomic.

Piotrek2: Chyba zeby ujarzmic jakos antymaterie i wykorzystac jej energie.

P1: Taaa, antymaterie… skad to gowno sie wogole wzielo?

P2: No wiesz, to chyba na zasadzie rownowagi. Jak jest materia to musi byc i antymateria… to tak na chlopski rozum.

Ja: Ciekawe jak czesto zdarza sie chlopom dystkutowac o antymaterii.

Medytacja nie jest łatwa. Wymaga czasu i wysiłku, a także wytrwałości, zdecydowania i

dyscypliny. Wymaga mnóstwa cech, które zwykle uważamy za nieprzyjemne i których

wolelibyśmy uniknąć za wszelką cenę. Można to określić słowem “determinacja”. Z

pewnością o wiele łatwiej jest nie przejmować się i oglądać telewizję. Dlaczego więc warto?

Dlaczego poświęcać na nią czas i energię, kiedy można się bawić? Dlaczego zawracać sobie

głowę? To proste. Ponieważ jesteś człowiekiem. I właśnie z tego prostego powodu, że jesteś

człowiekiem, twoim dziedzictwem jest wrodzone niezadowolenie z życia, którego nie można

się pozbyć. Można je usunąć ze świadomości na jakiś czas. Można je ignorować przez

dłuższy czas, lecz i tak zawsze powróci – zwykle, gdy się tego najmniej spodziewasz. Nagle,

pozornie bez powodu, zatrzymujesz się, robisz podsumowanie, i zdajesz sobie sprawę z tego

jak naprawdę wygląda twoje życie.

Zaczynasz nagle rozumieć, że życie przecieka ci między palcami. Robisz dobrą minę do złej

gry. Jakoś wiążesz koniec z końcem i na pozór wszystko jest w porządku. Ale momenty

rozpaczy, czas, kiedy czujesz, że wszystko ci się wali, tkwią w tobie, mimo że nie pokazujesz

tego na zewnątrz. Czujesz się zagubiony i zdajesz sobie z tego sprawę. Lecz wspaniale to

ukrywasz. Tymczasem w głębi duszy jesteś przekonany, że musi być jakiś inny sposób życia,

lepszy sposób patrzenia na świat, sposób, aby żyć pełnią życia. Czasem, przez przypadek,

udaje ci się do niego dotrzeć. Dostajesz dobrą pracę, zakochujesz się, wygrywasz. I przez

chwilę wszystko jest inne. Życie staje się bogatsze i jaśniejsze, a dzięki temu złe czasy i

szarzyzna odchodzą w niepamięć. Doświadczenia zmieniają się i mówisz sobie: “OK, udało

mi się. Teraz już będę szczęśliwy”. Lecz i to rozwiewa się jak dym na wietrze. Pozostają ci

tylko wspomnienia. Wspomnienia i niewyraźne przeczucie, że coś jest nie tak.

Ale w życiu jest jeszcze głębszy poziom wrażliwości, tylko jakoś tego nie dostrzegasz. W

końcu czujesz się odizolowany. Czujesz jakbyś tkwił w kokonie odgradzającym cię od

wspaniałych doświadczeń. Prześlizgujesz się po powierzchni życia. Znowu nie dajesz sobie

rady. A potem nawet to niewyraźne przeczucie znika, a ty ponownie znajdujesz się w tej

samej, dawnej rzeczywistości. Świat znowu jest obrzydliwy lub w najlepszym przypadku

nudny. To emocjonalna huśtawka, a ty często jesteś na dnie, marząc o tym, by być na

szczycie.

 

 

Co więc z tobą jest nie tak? Jesteś dziwakiem? Nie. Jesteś po prostu człowiekiem. Cierpisz na

tą samą chorobę, co każdy inny człowiek. W każdym z nas jest potwór, który ma wiele

macek: chroniczne napięcie, brak szczerego współczucia dla innych, włączając w to

najbliższych, zablokowane uczucia, emocjonalna martwota. Bardzo wiele macek. Nikt z nas

nie jest całkowicie wolny od tego. Możemy temu zaprzeczać, możemy próbować to stłumić.

Stworzyliśmy całą kulturę, by to ukryć, udając, że nie istnieje, i by odwrócić swoją uwagę od

tego za pomocą celów, projektów, statusu. Ale ten potwór nie znika. Czai się w każdej myśli i

każdym doznaniu – bezdźwięczny głos w twojej głowie, który powtarza: “Jeszcze nie jesteś

wystarczająco dobry. Musisz mieć więcej. Musisz się bardziej postarać. Musisz być lepszy.”

To potwór, który przejawia się wszędzie w subtelnych formach.

Idź na przyjęcie. Przysłuchaj się śmiechom, opanowanym głosom, które żartują, lecz kryje się

za nimi strach. Poczuj napięcie, poczuj presję. Nikt nie jest naprawdę rozluźniony, ludzie

tylko udają. Idź na mecz. Przyjrzyj się fanom na trybunach. Przyjrzyj się irracjonalnym

wybuchom gniewu. Przypatrz się niekontrolowanej frustracji ukrytej pod maską entuzjazmu i

poczucia wspólnoty. Wycie, gwizdy, nieopanowany egotyzm w imię lojalności wobec klubu.

Pijaństwo, bójki na trybunach. To ludzie, którzy desperacko próbują uwolnić się od

wewnętrznego napięcia. Ci ludzie nie żyją w harmonii z samymi sobą. Obejrzyj wiadomości

w TV. Przysłuchaj się słowom popularnych piosenek. Znajdziesz w nich ten sam temat,

powtarzający się w różnych wariacjach. Zazdrość, cierpienie, niezadowolenie, napięcie.

życie zdaje się być wielkim wysiłkiem i nieustanną beznadziejną walką z przeciwnościami

losu. A jak radzimy sobie z tym brakiem zadowolenia? Dajemy złapać się w pułapkę “gdyby

tylko”. Gdybym tylko miał więcej pieniędzy, byłbym szczęśliwy. Gdybym tylko znalazł

kogoś, kto naprawdę by mnie kochał, gdybym tylko schudł o 10 kilogramów, gdybym tylko

miał kolorowy telewizor, jacuzzi, kręcone włosy itd., bez końca. Skąd się to bierze, a co

ważniejsze, co można z tym zrobić? Bierze się z naszego umysłu. Jest to głęboki,

niedostrzegalny, wszechobecny zestaw mentalnych nawyków – węzeł gordyjski, który

zaplątaliśmy krok po kroku i możemy go rozplątać w ten sam sposób – stopniowo. Możemy

dostroić naszą świadomość, poskładać rozsypane kawałki i oświetlić je. To, co nieświadome,

stopniowo możemy uczynić świadomym.

Sednem naszego doświadczenia są nieustannie zachodzące zmiany. Życie upływa chwila za

chwilą i nigdy nie jest takie samo. Bezustanna zmiana to istota wszechświata percepcyjnego.

W twej głowie powstaje myśl, a pół sekundy później już jej nie ma. Powstaje następna i

również znika. W twoich uszach rozbrzmiewa dźwięk, a potem cisza. Otwórz oczy, a świat

zewsząd otacza cię. Zamknij je, a zniknie. Ludzie pojawiają się w twoim życiu i znikają.

Przyjaciele odchodzą, krewni umierają. Raz jesteś na wozie, raz pod wozem. Czasem

wygrywasz i równie często przegrywasz. Zmiany są nieuchronne. Nie ma dwóch

jednakowych chwil.

Nie ma w tym nic złego. Taka jest natura wszechświata, lecz nasza kultura nauczyła nas

reagować na ten nieustanny nurt w dziwny sposób. Dzielimy doświadczenia na kategorie.

 

 

 

Próbujemy przyporządkować każde doznanie, każdą odmianę mentalną w tym nieustającym

nurcie, do jednej z trzech szufladek w umyśle. Jest ono dobre, złe lub obojętne. Następnie, w

zależności od tego, do której szufladki je włożyliśmy, reagujemy na nie zestawem

utrwalonych nawyków mentalnych. Jeśli dane doświadczenie jest “dobre”, to usiłujemy na

nim zatrzymać czas. Trzymamy się go kurczowo, napawamy się nim, nie pozwalamy mu

uciec. Gdy to nie działa, robimy wszystko co w naszej mocy, by doświadczenie powtórzyło

się. Nazwijmy ten nawyk mentalny “chwytaniem” (grasping).

Po przeciwnej stronie umysłu znajduje się szufladka z napisem “złe”. Kiedy postrzegamy coś

jako “złe”, próbujemy odsunąć to od siebie. Próbujemy zaprzeczyć temu, odrzucić to, pozbyć

się tego w jakikolwiek sposób. Walczymy z własnymi doznaniami. Uciekamy od tego, co jest

częścią nas samych. Nazwijmy ten nawyk mentalny “odrzuceniem” (rejecting). Pomiędzy

tymi dwoma sposobami reakcji, znajduje się szufladka neutralna. Tutaj umieszczamy

doświadczenia, które nie są ani dobre, ani złe. Są obojętne, nieciekawe i nudne. Pakujemy je

do szufladki neutralnej, po to by je ignorować i kierujemy uwagę tam, gdzie coś się dzieje, tj.

na błędne koło naszego pożądania i niechęci. Ta kategoria doświadczeń pozbawiona jest

należnej jej części uwagi. Nazwijmy ten nawyk mentalny “ignorowaniem”. Bezpośrednim

wynikiem tego szaleństwa jest nieustanny bieg donikąd w codziennym kieracie, nieustanna

pogoń za przyjemnością, nieustanna ucieczka od bólu, nieustanne ignorowanie 90 % naszego

doświadczenia. A potem zastanawiamy się: “Dlaczego życie jest takie nudne?” W

ostatecznym rozrachunku taki system nie działa.

Bez względu na to, jak bardzo gonisz za przyjemnością i sukcesem, są momenty, kiedy

przegrywasz. Bez względu na to, jak szybko uciekasz, nadchodzą momenty, kiedy ból cię

dogania. A miedzy tymi momentami życie jest tak nudne, że chce ci się wyć. Nasze umysły

pełne są opinii i uwag krytycznych. Zbudowaliśmy wokół siebie mury i jesteśmy więźniami

swoich własnych kłamstw i niechęci. Cierpimy. Cierpienie to ważne słowo w myśli

buddyjskiej. To kluczowy termin i należy go dokładnie zrozumieć. W języku Pali określane

jest jako ‘dukkha’ i oznacza ból nie tylko fizyczny. Oznacza głębokie, subtelne poczucie

niezadowolenia, będące częścią każdego kieratu umysłowego. Budda głosił, że cierpienie jest

sednem życia. Na pierwszy rzut oka jest to tak ponure i pesymistyczne, że aż wydaje się

nieprawdziwe. Przecież, mimo wszystko, jest mnóstwo chwil, kiedy jesteśmy szczęśliwi,

nieprawdaż? Nie, tylko nam się tak wydaje. Wybierz jakikolwiek moment, w którym czułeś

się spełniony i przeanalizuj go dokładnie. Pod warstwą radości odnajdziesz ledwo

dostrzegalne, wszechobecne napięcie; bez względu na to, jak wspaniały był to moment,

zawsze w końcu przemija. Nieważne ile właśnie zdobyłeś i tak stracisz to częściowo albo

poświęcisz resztę życia na pilnowanie, by ci nic nie ubyło oraz na plany jak zdobyć więcej. W

końcu umrzesz. W końcu stracisz wszystko. Wszystko przemija.

Czyż nie brzmi to ponuro? Na szczęście wcale tak nie jest. Brzmi ponuro tylko wtedy, kiedy

patrzymy na to ze zwykłego, mentalnego punktu widzenia, z tego poziomu, w którym

jesteśmy w codziennym kieracie. Na głębszym poziomie punkt widzenia zmienia się, pojawia

się nowy, zupełnie inny sposób patrzenia na wszechświat. To poziom istnienia, gdzie umysł

 

 

 

nie próbuje zatrzymać czasu, gdzie nie trzymamy się kurczowo przemijających doświadczeń,

gdzie nie usiłujemy ignorować ani blokować doznań. Istnieje jednak poziom doświadczenia,

gdzie nie ma ani dobra, ani zła, ani przyjemności, ani bólu. To wspaniały sposób patrzenia na

świat i można się go nauczyć. Niełatwo to zrobić, lecz jest to możliwe.

Szczęście i spokój umysłu. To są podstawowe kwestie w życiu człowieka. To jest to, czego

wszyscy szukamy. Czasem trudno to dostrzec, ponieważ zakrywamy te najważniejsze cele

warstwami powierzchownych celów. Chcemy jedzenia, pieniędzy, seksu, rzeczy materialnych

i szacunku. Czasem nawet mówimy, że pojęcie “szczęścia” jest zbyt abstrakcyjne: “Słuchaj, ja

jestem praktyczny. Po prostu daj mi pieniądze i kupię sobie wszystko, czego mi potrzeba do

szczęścia”. Niestety, to nie działa. Przyjrzyj się tym celom, a odkryjesz, że są powierzchowne.

Chcesz jeść. Dlaczego? Bo jestem głodny. Jesteś głodny, no to co? Jak coś zjem przestanę

być głodny i poczuję się dobrze. Aha! Dobrze się poczujesz! Właśnie o to chodzi. To, o co

nam chodzi, to nie powierzchowne cele. Są one tylko celami pośrednimi. To, o co nam

chodzi, to poczucie ulgi, które pojawia się, kiedy jakaś potrzeba zostaje zaspokojona. Ulga,

rozluźnienie, koniec napięcia. Spokój, szczęście, koniec z poczuciem niezaspokojenia.

Czym więc jest szczęście? Dla większości z nas szczyt szczęścia oznacza, że mamy wszystko,

czego pragniemy, wszystko kontrolujemy, udajemy władcę, chcemy, by cały świat tańczył jak

mu zagramy. Raz jeszcze powtarzam, nie tędy droga. Przyjrzyjmy się historycznym

postaciom, które rzeczywiście miały tę nieograniczoną władzę. Nie byli szczęśliwymi ludźmi.

Z pewnością nie żyli w zgodzie z samymi sobą. Dlaczego? Bo pragnęli mieć całkowitą i

absolutną kontrolę nad światem, a nie było to możliwe. Chcieli kontrolować wszystko, a

zawsze jest ktoś, kto nie chce poddać się takiej kontroli. Nie mogli kontrolować gwiazd.

Także chorowali i także musieli umrzeć.

Nie możesz mieć wszystkiego co chcesz, to niemożliwe. Na szczęście jest inne wyjście.

Możesz nauczyć się kontrolować swój umysł, wyrwać się z tego zamkniętego kręgu

pożądania i nienawiści. Możesz nauczyć się nie pożądać, rozpoznawać swoje pragnienia, ale

nie dać się im kontrolować. To nie znaczy, że kładziesz się na drodze i pozwalasz, żeby

wszyscy po tobie deptali. To znaczy, że możesz dalej wieść normalne życie, ale przyjąć

zupełnie inny punkt widzenia. Robisz to, co musisz, ale wolny jesteś od obsesyjnego,

kompulsywnego pożądania. Pragniesz czegoś, ale nie musisz gonić za tym. Boisz się czegoś,

ale nie musisz stać, trzęsąc się ze strachu. Wypracowanie takiej postawy jest bardzo trudne,

zabiera lata. Skoro jednak nie można kontrolować wszystkiego, lepiej jest próbować robić to,

co trudne niż to, co niemożliwe.

Zastanów się jednak przez chwilę. Spokój umysłu i szczęście! Czyż właśnie nie o to chodzi w

cywilizacji? Budujemy drapacze chmur i autostrady. Mamy płatne urlopy i telewizję. Mamy

bezpłatne leczenie i zwolnienia lekarskie, ubezpieczenia i zasiłki. Wszystko to ma na celu

zapewnienie jakiegoś spokoju i bezpieczeństwa. Mimo to, odsetek chorych psychicznie stale

wzrasta, a przestępczość rośnie jeszcze szybciej. Na ulicach roi się od przestępców i

szaleńców. Wystaw rękę za próg swojego bezpiecznego domu, a ktoś zaraz ukradnie ci

 

 

 

zegarek! Coś jest nie tak. Szczęśliwy człowiek nie czuje potrzeby zabijania. Lubimy myśleć,

że nasze społeczeństwo wykorzystuje całą dostępną mu wiedzę, by osiągnąć spokój i

szczęście. Zaczynamy pojmować, że materialna strona życia rozwinęła się nadmiernie

kosztem głębszego, emocjonalnego aspektu, i płacimy za ten błąd. Jedna rzecz to mówić o

degeneracji duchowego i moralnego życia współczesnej Ameryki, inna rzecz, to coś z tym

zrobić. Trzeba zacząć od siebie. Spójrzmy uważnie w głąb siebie, szczerze i obiektywnie, a

każdy z nas dostrzeże momenty, kiedy może o sobie powiedzieć: “Jestem do niczego” oraz

“Zwariowałem”. Nauczymy się dostrzegać te momenty jasno i wyraźnie, ale bez poczucia

winy i będziemy się dalej rozwijać, wychodząc z tych stanów.

Nie możesz wprowadzić radykalnych zmian w sposobie życia, dopóki nie zobaczysz siebie

dokładnie takim, jakim jesteś naprawdę. Gdy tylko to nastąpi, zmiany zaczną zachodzić w

sposób naturalny. Nie musisz walczyć ze sobą lub innymi, czy też podporządkowywać się

regułom narzuconym przez autorytety. Po prostu zmiany w tobie zachodzą automatycznie.

Lecz uzyskanie tego wglądu jest trudnym zadaniem. Musisz zobaczyć, jaki jesteś i kim jesteś,

bez złudzeń, osądu i oporu. Musisz przekonać się, jakie jest twoje miejsce w społeczeństwie i

twoje zadanie jako istoty społecznej. Musisz przekonać się, jakie są twoje powinności i

obowiązki wobec innych ludzi, lecz nade wszystko, jaka jest twoja odpowiedzialność wobec

samego siebie jako jednostki żyjącej z innymi jednostkami. I musisz dostrzegać to wszystko

wyraźnie jako jedność, jako sieć wzajemnie powiązanych elementów, które razem tworzą

nową jakość. Wydaje się to być skomplikowane, lecz często następuje w jednej chwili. Jeśli

chodzi o osiągnięcie tego rodzaju zrozumienia i pogodnego szczęścia, nic nie może być

bardziej pomocne niż kultura duchowa, którą zawdzięczamy medytacji.

Dhammapada to starożytny tekst buddyjski, który wyprzedził Freuda o tysiące lat. Czytamy w

nim: “To, kim jesteś obecnie wynika z tego, kim byłeś. To, kim będziesz jutro, wyniknie z

tego, kim jesteś dziś. Skutki zła będą wlec się za tobą, tak jak wóz podąża za wołem, który go

ciągnie. Skutki działań oczyszczonego umysłu pójdą za tobą jak cień. Nikt nie może zrobić

dla ciebie więcej niż twój oczyszczony umysł – ani rodzice, ani krewni, ani przyjaciele, nikt.

Zdyscyplinowany umysł przynosi szczęście.”

Celem medytacji jest oczyszczenie umysłu. Oczyszcza ona proces myślowy z czegoś, co

można by nazwać psychicznymi czynnikami drażniącymi (psychic irritants), tj. chciwości,

nienawiści i zazdrości, z pęt, które trzymają nas w niewoli emocjonalnej. Wprowadza umysł

w stan spokoju i świadomości, w stan koncentracji i wglądu (zrozumienia).

W naszym społeczeństwie wierzy się w wykształcenie. Uważamy, że dzięki wiedzy osoba

oczytana jest cywilizowana. Jednak cywilizacja daje powierzchowną ogładę. Wystawmy

naszego wyrafinowanego dżentelmena na stresy wojny lub krachu ekonomicznego i

zobaczmy, co się stanie. Jedna rzecz to przestrzeganie prawa ze względu na karę i obawę

przed konsekwencjami. Zupełnie inna rzecz to przestrzeganie prawa, dlatego że jesteśmy

wolni od chciwości, która sprawia, że kradniemy, i od nienawiści, która sprawia, że zabijamy.

Wrzuć kamień do strumienia. Jego nurt wygładzi jego powierzchnię, lecz w głębi nic się nie

zmieni. Weź ten sam kamień i wrzuć go w ogień, kamień zmieni się zarówno wewnątrz jak i

na zewnątrz. Stopi się. Cywilizacja zmienia człowieka na zewnątrz. Medytacja całkowicie

łagodzi jego wnętrze.

Medytację nazywa się Wielkim Nauczycielem. To oczyszczająca próba ognia, która prowadzi

powoli do zrozumienia. Im więcej rozumiesz, tym łatwiej ci się przystosować, tym bardziej

jesteś tolerancyjny. Im więcej rozumiesz, tym więcej w tobie współczucia. Stajesz się jak

doskonały rodzic lub idealny nauczyciel. Gotów jesteś wybaczyć i zapomnieć. Kochasz

innych, ponieważ ich rozumiesz. A rozumiesz innych, ponieważ zrozumiałeś siebie. Zajrzałeś

do swego wnętrza i ujrzałeś własne złudzenia i własne ludzkie słabości. Ujrzałeś własne

człowieczeństwo i nauczyłeś się wybaczać i kochać. Jeśli nauczyłeś się współczucia wobec

siebie, współczucie wobec innych przychodzi automatycznie. Doświadczony medytujący to

osoba, która dogłębnie rozumie życie i wcześniej czy później zaczyna je kochać głęboko i

bezwarunkowo.

Medytacja bardzo przypomina przygotowywanie ziemi pod uprawę. Aby zamienić las na

ziemię uprawną, trzeba najpierw wyciąć drzewa i wykarczować ziemię. Następnie zaorać i

użyźnić ja. Potem siejesz ziarno i zbierasz żniwo. Aby przygotować swój umysł, musisz

najpierw pozbyć się tego, co przeszkadza i drażni, wyrwać to z korzeniami, aby nie odrosło.

Potem użyźniasz. Nawozisz glebę umysłu energią i dyscyplina. Następnie siejesz ziarno i

zbierasz żniwo wiary, moralności, uważności i mądrości.

Przy okazji, wiara i moralność, w tym kontekście mają szczególne znaczenie. Buddyzm nie

popiera wiary w tym znaczeniu, że wierzymy w coś, bo tak jest napisane w książce, bo tak

powiedział prorok lub tak naucza ktoś, kto cieszy się uznaniem. Tutaj chodzi raczej o

pewność (confidence). Wiesz, że coś jest prawdziwe, bo sam się o tym przekonałeś,

osobiście. Podobnie, moralność to nie sztywne przestrzeganie narzuconych odgórnie reguł

zachowania. Celem medytacji jest osobista transformacja. Po doświadczeniach

medytacyjnych nie jesteś ta samą osobą, którą byłeś wcześniej. Medytacja zmienia twój

charakter, czyniąc cię wrażliwszym oraz głęboko świadomym swoich własnych myśli, słów i

uczynków. Twoja arogancja znika, podobnie jak i antagonizmy. Umysł staje się spokojny i

niezmącony. Życie zaczyna płynąć bez zakłóceń. Prawidłowa medytacja przygotowuje cię na

porażki i sukcesy życiowe. Zmniejsza napięcie, lęki i obawy. Niepokój słabnie, a gwałtowne

uczucia zostają poskromione. Rzeczy wracają na swoje miejsce i życie staje jest lotem a nie

walką. A wszystko to dzieje się poprzez zrozumienie.

Medytacja wyostrza koncentrację i zdolność myślenia. Następnie, krok po kroku, twoje

podświadome motywy i mechanizmy stają się dla ciebie zrozumiałe. Wyostrza ci się intuicja.

Wzrasta precyzja myśli i stopniowo poznajesz rzeczy takimi, jakimi są naprawdę, bez

uprzedzeń i złudzeń. Czy to wystarczające powody by zawracać sobie głowę? Niezupełnie.

To tylko obietnice na papierze. Jest tylko jeden sposób, by się przekonać, czy medytacja

warta jest wysiłku. Naucz się medytować prawidłowo i medytuj. Sam się przekonaj.

Z ksiazki: MEDYTACJA VIPASSANA W PROSTYCH SŁOWACH

(…) ona bez trudności odda swą piękność brzydocie (…) To piękność, która się nie brzydzi! Piękna, ale nie posiadająca wyczucia piękności. I łatwość, z jaką myli się smak kobiety i jej intuicja w wyborze mężczyzny, sprawia wrażenie jakiejś niepojętej ślepoty i, zarazem głupoty – ona zakocha się w mężczyznie dlatego, że taki dystyngowany, albo taki “subtelny”, drugorzędne wartości socjalne, towarzyskie będą dla niej ważniejsze od apollińskich kształtów ciała, ducha, tak, ona skarpetkę kocha a nie łydkę, wąsik nie twarz, krój marynarki nie zaś klatkę piersiową. Odurzy ją brudny liryzm grafomana, zachwyci tani patos głupca, uwiedzie szyk wykwintnisia, nie umie demaskowac, daje się nabierać ponieważ sama nabiera. (…) Kobieto! Jesteś antypoezją wcieloną!

 — Witold Gombrowicz Dziennik 1953-1956, Kraków 1986

Następna strona »