Travels


p2280034.jpg

egypt-2008-2.jpg

dscf0201.jpg
.
p2280032.jpg
.

troche ciekawostek
-najlepsze miesiace do nurkowania: wrzesien/pazdziernik. dobra widocznosc w wodzie, wysoka temp. wody, znosna temp. powietrza. najlepszy okres to chyba druga polowa pazdziernika (we wrzesniu jest jeszcze troche za goraco). teraz (luty/marzec) jest troche za zimno, temp. wody ok. 20 stopni, powietrza ok 25, cos jak polskie lato.
-koszt nurkowania z plazy: 34eur, z lodzi: 40eur
lepiej z plazy, cala wyprawa trwa o 3h krocej, zejscie pod wode trwa tyle samo czyli 20-25min. Dodam, ze to zupelnie wystarcza jak na poczatek. Za doplata 25USD mozna zejsc pod wode jeszcze raz.
Rafa przy plazy jest ponoc nawet ladniejsza niz ta do ktorej trzeba doplynac. Chyba ze ktos chce sobie poplywac lodzia (calkiem ladne widoki), to wtedy warto doplacic te 6 eur.
-do Egpitu z Gdanska leci sie ok. 4,5h
-gwiazdki hotelowe egpiskie nijak sie maja do gwiazdek europejskich

ceny:
-taksa z mojego hotelu w Nabq do Naama Bay, ok. 25km: 40-50LE
-egpiskie piwo Stella (calkiem dobre zreszta) w Naama Bay 20-30LE
-duza pizza w pizzy hut 50LE
-ceny w starym miescie sporo nizsze, ale jest brudniej, halasliwiej itp

z innej beczki:
-koszt 1000m2 rezydencji w sharm: ok.1mln LE (ok.0,5mln PLN)
srednie zarobki w egipcie:
-kierowca busa 150eur/mc
-obsluga nurkow 90eur/mc

tip by my mom:
do kolorowego kanionu nie jedziemy bo to szajs.
siedzisz na takich smierdzacych poduszkach i uwazasz zeby cie wielblad nie capnal.

pytaja ciagle where you from, where you from, to ja im mowie: egipt, a oni w smiech. to po co pyta jak wiedza ze nie.

ta woda jest taka slona, ze az mi sie sol scukrzyla na masce.

Fotki ktore mi chyba nawet wyszly:

_3040108.jpg

Wystroj jednego z wielu barow znajdujacych sie na ulicach Naama Bay. Naama Bay to bogata dzielnica Sharm El Sheikh. Sa tam same hotele, sklepy, puby i dyskoteki. Ceny wysokie, np. za zwykle, egipskie piwo Stella 20-30LE (10-15zl). Ceny pamiatek tez wysokie. Po pamiatki lepiej sie wybrac do starego miasta, mozna kupic duzo taniej, ale trzeba sie uzerac z bardziej nachalnymi sprzedawcami.

egypt-2008-112.jpg

“Sufit” jednego z przydroznych “pubow” w Naama Bay.

_3030083.jpg

Wystawa jednego ze sklepow z pamiatkami w Naama Bay.

dscf0027.jpg

Fotka z mojego nurkowania. Rafa nieopodal Nabq, ponoc jedna z najladniejszych w Egipcie, a zarazem na swiecie. Bylo super, ale na poczatku zbytnio skupilem sie na obsludze aparatu (fotki i tak robilem praktycznie na slepo) i usuwaniu wody z maski. Przez moje wasy maska nie przylegala szczelnie do twarzy, szkoda ze nie wiedzialem tego wczesniej.

dscf0219a.jpg

Sciana jednego z hotelowych bungalow’ow.

dscf0151.jpg

Pomost przy hotelu. Woda przy brzegu niestety jest zbyt plytka i zeby poplywac trzeba sie przejsc pomostem.

dscf0149.jpg

Bylo na co popatrzec, bogactwo nautralne Egiptu przeplatalo sie z bogactwem naturalnym Rosji ;)
29022008_25.jpg

Pokaz delfinow. Kicz jakich malo ;) Ale fajnie udalo mi sie “zlapac” te delfiny.

Pare fotek ze mna.

_3030052.jpg

Niby Egpit, a z rana pizdzilo jak w kieleckiem.

_3030053.jpg

Po pierwszym dniu przypalilem sobie lysine.

dscf0005.jpg

Przygotowania do zejscia pod wode. Nie wiem jak to zrobilem, ale wcisnalem sie w ta pianke. Dali mi do tego pas 14kg, i jeszcze butla z osprzetem. Nie bardzo bylo jak oddychac. W takim rynsztunku musialem przejsc do plazy i pozniej 100m pontonowym pomostem, jeszcze akurat tego dnia dosc mocno wialo… Nie bylo lekko, ale i tak uwazam ze nurkowanie to jedno z najlepszych zajec w Egipcie. Niektorzy sa innego zdania. Przyjezdzaja do Egiptu, nad Morze Czerwone, zeby polezec przy basenie i upic sie darmowymi drinkami.

dscf0038.jpg

Mam zdjecie na ktorym widac maske do polowy napelniona woda, ale nie daje bo jest zbyt smieszne ;)

dscf0041.jpg

Tu juz po wszystkim. Po prawej Michal, polski instruktor nurkowania, ktory schodzil ze mna pod wode. Nurkowalismy na glebokosci 6-7m.

dscf0177.jpg

A tu juz snorkeling przy hotelu.

egypt-2008-46.jpg

Takie tam foto przy hotelu.

dscf0055.jpg

Takie tam foto przy sklepie.

Inne fotki.

dscf0035.jpg

Oprocz mnie, tego dnia nurkowal tylko jakis niemiec. W Marcu moze woda jest chlodniejsza i nie tak przejrzysta, ale za to nie ma tloku.

_3040138.jpg

Sklep z przyprawami i pamiatkami w Naama Bay.

Bylo fajnie. Egpit to chyba najlepsze miejsce (z tych blizszych) na typowe wakacje. Dla kazdego cos milego, jest slonce (zawsze), plaza, rafy, gory, safari quadami albo jeepami, nurkowanie, imprezowanie (jak ktos lubi) ciekawe miejsca (w Egipcie i nieopodal) jak Luxor, Kair, Petra, Jerozolima, Betlejem, Gora Mojzesza, Klasztor Sw. Katarzyny.

Traveling was never that easy.
Prices for return tickets below. Taxes and surcharges included.
Hmm, where to go first… Barcelona looks like a good choice for the first lonely trip.

Cork (Aerlingus):

– Madrit 55eur
- Barcelona 70eur
- Malaga 80eur
- Prague 85eur
- Rome 85eur
- Paris 85eur
- Tenerife 170eur

Cork (WizzAir):

- Gdansk 50eur

Dublin (Aerlingus):

– Majorca 70eur
- Venice 75eur
- Copenhagen 77eur
- Vilnius 85eur
- Vienna 88eur
- Budapest 90eur
- New York 330eur
- Boston 350eur
- Chicago 370eur
- Los Angeles 380eur

Dublin (Ryanair):

– Bratislava 40eur
– Budapest 40eur
- Faro 150eur
- Gethenborg 40eur
- Madrit 60eur
- Malaga 40eur
- Malta 66eur
- Nice 40eur
- Oslo 40eur
- Pisa 62eur
- Prague 40eur
- Rome 80eur
- Stockholm 40eur
- Szczecin
40eur
- Tampere (Finland) 60eur
- Tenerife 100eur
- Valencia 100eur

London (KLM):

– Beijing 592eur
- HongKong 606eur
- Shanghai 606eur
- Tokyo 737eur
- Seoul 744eur

Warsaw (KLM):

– Beijing 480eur
- Shanghai 502eur
- Tokyo 586eur!
- Osaka 614eur!
- Bangkok 640eur

Podrozujac palcem po mapie i czytajac info o Wegrzech, znalazlem taki to artykul.

Jak skutecznie i śmiertelnie obrazić Węgra? – powiedzieć mu, że nie ma poczucia humoru. Madziarowie uważają się za wesoły i rozrywkowy naród, jednak w powszechnej świadomości innych funkcjonują jako synonim pesymizmu, smutku i sentymentalizmu. I nawet wykazując najlepsze chęci nie da się ukryć, że coś w tym jest.

Węgrzy przodują na świecie pod względem ilości samobójstw w przeliczeniu na liczbę mieszkańców oraz zachorowań na choroby serca i nowotworowe, podczas gdy zamykają europejska stawkę w statystykach przeciętnej oczekiwanej długości życia. Jeśli przed Węgrem postawić na stole butelkę wina wypełnioną do połowy, to z góry można się założyć o milion dolarów, że w jego opinii będzie to butelka do połowy pusta, a nie pełna. Nawet bajki węgierskie cechują się niespotykanym na świecie realizmem, gdyż ich najczęstsze zakończenie brzmi „żyli długo i szczęśliwie… aż do śmierci”. Pierwsze przeprowadzone na świecie badania nad ilością śmierci popełnianych na własne życzenie ujawniły, że w przypadku Węgrów aż 46 zgonów na każde 100.000 to wynik samobójstwa, co stanowiło absolutny rekord światowy. Na podstawie dalszych szczegółowych badań ustalono, że szczególnie pesymistycznie i sentymentalnie działa krajobraz Wielkiej Niziny Węgierskiej, gdyż to właśnie jej mieszkańcy przodują w odbieraniu sobie życia.

Dwaj najsłynniejsi samobójcy madziarscy to wspaniale utalentowany poeta József Attila (rzucił się pod pociąg) i pianista Rezső Seres (wyskoczył z okna swojego mieszkania na piątym piętrze). Co ciekawe, ten ostatni skomponował przed śmiercią piosenkę Gloomy Sunday, która stała się światowym przebojem i… swym pesymistycznym przesłaniem i melodią przyczyniła się do wzrostu liczby samobójstw w innych krajach.

Węgrzy uwielbiają też się nad sobą użalać. Oczywiście gdy coś bardzo nie idzie po ich myśli, natychmiast zaczynają przebąkiwać o samobójstwie, ale w większości wypadków kończy się na żalach i prawie jawnych prośbach o współczucie. Madziarowie świat widzą przede wszystkim w ciemnych barwach, we wszystkich wydarzeniach dopatrują się negatywnych konsekwencji, a czasem ich smutek jest tak wszechogarniający, że nawet przebywając w ich towarzystwie i wysłuchując kolejnych utyskiwań na otaczający ich świat, ten pesymistyczny nastrój zaczyna się udzielać i nam.

Przejawem węgierskiego pesymizmu i sentymentalizmu, prócz zatrważającego wskaźnika samobójstw, jest tez uwielbienie, jakim Madziarowie darzą wszelkiego rodzaju smętne melodie, przede wszystkim – cygańskie, wygrywane na tradycyjnych skrzypcach. Oczywiście przy muzyce cygańskiej można się doskonale bawić, a czardasza zna każdy szanujący się Węgier, jednak w chwili przygnębienia preferowane są zdecydowanie przygnębiające dźwięki skrzypiec, pogłębiające uczucie osamotnienia i nie raz i nie dwa skłaniające do wylewania łez. W takich momentach bardzo często do głosu dochodzi również swego rodzaju mania prześladowcza, nakazująca Węgrom widzie przyszłość w czarnym kolorze. Każdy Madziar pragnie bowiem zbudować lepszą ojczyznę dla swoich dzieci, a skoro tyle razy się to nie udało lub na skutek zawirowań historii obróciło się w pył, że przecież nie warto już próbować, bo i tym razem nie wyjdzie. Przekonanie o nieprzychylności losu i dziejowym pechu stanowi prawdziwą obsesję i przyczynia się do powstania czegoś, co obcy nazywają mianem „węgierskiej nerwicy”.

Ciekawe co? Nigdy nie slyszalem o tym, ze Wegrzy sa tacy ponurzy.

Coraz czesciej o niej mysle.

Powoli mam dosc Irlandii, tego ciaglego deszczu i zacofania. Tutaj chyba naprawde nie ma co robic, poza chlaniem w Pubach (nie dla mnie) i shoppingiem (tez nie dla mnie). Wiem, wiem, tylko nudziarze sie nudza, i to prawda ale… Nawet porzadnego basenu nie ma w tym drugim co do wielkosci irlandzkim miescie… Pracy troche jest, pieniadze nawet niezle, zycie nie jest az tak drogie jakby sie moglo wydawac, ale co z tego jak mi sie tu nie podoba.

Ciekawy jestem Australi, ale jednak strach tam w ciemno, szczegolnie samemu, pojechac. Moze sie w koncu przelamie… Odloze troche kasy, pojade sprobowac, jak sie nie uda, to przynajmniej bede mial fajne wakacje :)

Australia przede wszystkim jawi mi sie piekna pogoda przez caly rok i rajskimi plazami :) A pogoda i klimat maja na mnie wielki wplyw. To sie chyba meteopatia nazywa.

Pogoda na Tajwanie “dopisuje”, czyli ciagle jest ponad 30ºC w dzien, w nocy troche ponizej 30ºC… wilgotnosc, jak to na Tajwanie, duza, niebo ostatnio czesto bezchmurne. Szkoda siedziec w domu, ale niestety… ja mam urlop, ale moja towarzyszka zajeta jest praca.

Pracujac fizycznie w Irlandii, czasem po 12h, 7 dni w tygodniu, odzwyczailem sie od bezczynnosci, i po max 2 dniach “nicnierobienia” zaczyna mnie nosic. Kiedys wystarczal mi komputer, teraz poprostu czuje, ze musze zrobic cos konkretniejszego, a jeszcze bedac 10000km od domu? Mam nadzieje, ze wejdzie mi to w krew i tak zostanie. 

Tak wiec, mimo braku towarzystwa, postanowilem nie marnowac czasu i wybralem sie sam na pobliska gore Guanyin. Nazwa pochodzi od buddyjskiej bogini Guanyin, ze wzgledu na podobienstwo ksztaltu tej gory do lezacej owej bogini. Ze szczytu rozciaga sie ciekawy widok na zachodnia czesc Taipei, natomiast od strony wschodniej bardzo ladnie widac rzeke Danshui otaczajaca miasto.

 

 

Coz, moze to nie jest Mount Everest, bo Guanyinshan ma zaledwie 609m n.p.m., ale mimo tego, wejscie na szczyt zajelo mi troche czasu i spocilem sie jak szczur… Moze to i lepiej ze na poczatek wybralem taki pagorek… z moja forma wspinaczka na cos wiekszego, w dodatku w takim klimacie, moglaby sie zle skonczyc.

 

 

Tak wiec bylo goraco i duszno ale rowniez kolorowo i ciekawie. W kolo bylo pelno wielkich (mysle, ze rozpietosc skrzydel co najmniej 12cm) i niesamowicie kolorowych motyli, ktorym niestety nie moglem zrobic zdjecia, bo byly w ciaglym ruchu, byly wielkie wazki, zdawalo mi sie tez ze widzialem weza, ale zbyt szybko sie poruszal zebym byl pewien. Byl czarny, spiacy pies na podescie widokowym, oraz troche ciekawej roslinnosci. Na przyklad roslina, ktorej liscie, szczegolnie jeden, energicznie sie poruszaly mimo, ze nie bylo wiatru… czyzby byla to ta slynna tanczaca roslina sprzedawana na allegro?

 

  

 

 

Szczesliwie sie zlozylo, ze wybralem sie w dzien powszedni, dosc wczesnie, wiec bylo malo ludzi. Spotkalem moze z 8 osob, z czego wiekszosc sie usmiechala, a kilku powiedzialo ‘Hello’. Nic sie tu nie zmienilo, tajwanczyc jak zawsze sa bardzo przyjaznie nastawieni do obcych.

 

 

 

 

 

 

Generalnie bylo warto, tego mi bylo trzeba.

Następna strona »